Naciśnij by ocenić:
[Dziękujemy!]

W swojej codziennej pracy wielokrotnie spotykam się z pytaniami związanymi z prowadzeniem biznesu w formie spółki z o.o. i najczęściej brzmią one następująco:

  • pokłóciłem się ze swoim wspólnikiem, nie chcę z nim już dalej prowadzić spółki z o.o., jak zmusić go aby odkupił ode mnie udziały?
  • mąż zmarł i jego udziały w spółce przypadły mi i naszym niepełnoletnim dzieciom, jak możemy zatwierdzić roczne sprawozdanie finansowe spółki?
  • sąd w sprawie rozwodowej zasądził moje udziały w spółce z o.o. byłej żonie….czy tak można?
  • kontrahent poprosił nas o okazanie uchwały powołującej skład aktualnego zarządu, ale przecież my mamy zarząd od początku gdy zakładaliśmy spółkę, czy ma rację?

…i niezmiennie odpowiadam… to zależy, proszę pokazać umowę spółki z o.o.

A umowy spółki z o.o. zazwyczaj mają uniwersalny charakter, gdyż ich treść została sporządzona na bazie standardowego wzorca udostępnionego w internecie.

Decydując się na skorzystanie z niego, warto przynajmniej skonsultować jego treść z zawodowym prawnikiem specjalizującym się w prawie spółek handlowych, który wyjaśni:

  • czy dany wzór umowy spółki na pewno jest właściwy
  • jakie praktyczne konsekwencje rodzą konkretne jego postanowienia
  • …i co ważniejsze …czego w nim brakuje.

Najczęściej to właśnie nieświadomość braku w umowie określonych postanowień umownych powoduje przykre niespodzianki.

Poniżej prezentowanych jest 5 praktycznych sytuacji, które pokazują dlaczego warto „skroić na miarę” umowę własnej spółki z o.o (i w czym może pomóc obsługa prawna spółek).

Przypadek nr 1 – jak nie zostać więźniem własnej spółki

Bardzo często biznes rodzi się (i równie często kończy – przyp. autorki) w wyniku przyjaźni.
Zwykle wygląda to tak: dwóch przyjaciół postanawia założyć razem spółkę, najchętniej sp. z o.o., każdy z nich obejmuje po 50 % udziałów, wspólnie powołani są do zarządu i wspólnie reprezentują spółkę.

Po dość krótkim czasie, orientują się jednak, że każdy z nich ma inny styl pracy, inne oczekiwania, inne priorytety, a co łącznie powoduje frustrację, spadek zaangażowania oraz niechęć do dalszej współpracy. Wówczas okazuje się, że ten idealnie równy „przyjacielski” podział kompetencyjno-majątkowy w spółce doprowadził do całkowitego klinczu decyzyjnego.

Niewiele bowiem osób, przy zawiązywaniu umowy spółki, zastanawia się w jaki sposób będzie mogło się z niej wycofać. Teoretycznie jest to możliwe np. poprzez sprzedaż swoich udziałów albo ich umorzenie. W praktyce o wiele bardziej skomplikowane.
W tym pierwszym przypadku trudno jest znaleźć nabywcę chętnego na nabycie połowy udziałów w spółce, skoro ich posiadanie nie przekłada się na możliwość zarządzania spółką.
Przy równych udziałach w spółce (50% na 50%) żadna decyzja w spółce nie może zostać przegłosowana (w  tym dotycząca zatwierdzenia sprawozdania finansowego za rok obrachunkowy, czy przeznaczenia wypracowanego zysku), a co następnie może prowadzić do poważnych konsekwencji prawno-finansowych).

W drugim przypadku, na umorzenie udziałów wspólnika chcącego opuścić spółkę wymagana jest zgoda wspólników w drodze uchwały. Przy równej ilości głosów, istnieje ryzyko, że uchwała nie zostanie podjęta, jeśli drugi ze wspólników zagłosuje przeciwko niej.

W celu uniknięcia sytuacji, w której wspólnik „dożywotnio” w niej pozostaje, warto wprowadzić do umowy spółki z o.o. tzw. klauzulę shotgun, wciąż mało znaną i rzadko stosowaną, a szkoda, gdyż w zdecydowanej większości zapobiega eskalacji konfliktu. Więcej na temat mechanizmu jej działania można przeczytać w artykule „Klauzula shotgun: jak nie zostać więźniem własnej spółki?„.

Przypadek nr 2 – pierwokup to nie pierwszeństwo nabycia udziałów

Zakładając spółkę z o.o. warto zadbać o to, z kim docelowo będziemy ją prowadzić za rok, 2 lub 5 lat. Nie można bowiem wykluczyć, że wraz z upływem czasu, nasz wspólnik może się rozmyślić i nie chcieć kontynuować z nami współpracy. Wówczas o ile jest zgoda co do faktu „opuszczenia” przez niego spółki, o tyle może zaistnieć konflikt odnośnie tego za ile zbędzie swoje udziały oraz komu one przypadną. Warto zatem w treści umowy spółki zastrzec postanowienia regulujące prawo pierwokupu lub prawo pierwszeństwa udziałów.

W umowach spółek z o.o. zazwyczaj można znaleźć postanowienie dotyczące prawa pierwokupu udziałów polegające na przyznaniu pozostającym w spółce wspólników prawa pierwszeństwa kupna udziałów od odchodzącego wspólnika. Niestety postanowienie to bardzo często ogranicza się do powtórzenia treści przepisu art. 182 kodeksu spółek handlowych, a który ma charakter uniwersalny i niejako „zastępczy” jeśli wspólnicy odmiennie nie uregulują tej kwestii w umowie własnej spółki z o.o.

Z praktycznych względów lepiej jest indywidualnie określić zasady, na jakich pozostający w spółce wspólnicy będą mogli zadecydować o tym czy nabyć udziały od odchodzącego wspólnika.

Przede wszystkim dobrze jest świadomie zadecydować, czy ma im przysługiwać prawo pierwokupu czy prawo pierwszeństwa nabycia udziałów. Czasami w umowach spółek z o.o., te dwie instytucje są w sposób mylny stosowane zamiennie, chociaż poza zbliżonymi nazwami, niewiele mają ze sobą wspólnego. Istotne różnice pomiędzy nimi zostały omówione w artykule „Prawo pierwokupu udziałów to nie prawo pierwszeństwa nabycia udziałów„.

Warto ustalić również według jakich kryteriów zostanie ustalona wartość nabycia udziałów. Czy ma się ona opierać na wynikach bilansu za rok obrotowy poprzedzający rok, w którym zbywane są udziały, czy też korzystniej jest powołać specjalistę, który przy wyborze określonej metody wyceny przedsiębiorstwa określi wartość udziałów przeznaczonych do zbycia.

Przypadek nr 3 – czy faktycznie dłuższa niż rok kadencja zarządu jest korzystniejsza

W treści umów spółek z o.o. często można spotkać postanowienie regulujące termin kadencji jej zarządu na okres dłuższy niż rok. Za taką regulacją przemawiają przyczyny pragmatyczne: brak konieczności wyboru składu tego organu co rok. Niejednokrotnie jednak stanowi to swoistą pułapkę dla „zapominalskich”, gdyż stosunkowo rzadko spółka pilnuje upływu dotychczasowej kadencji składu osobowego jej organu.

A konsekwencje zapominalstwa mogą być dotkliwe, przede wszystkim dla osób, które podejmowały czynności za spółkę sądząc, że są uprawnione do jej reprezentacji jako członkowie zarządu. W sytuacji gdy w spółce istnieje konflikt osobowy, może się zdarzyć, że spółka nie będzie chciała np. potwierdzić umów zawartych na jej rzecz przez osoby, które działały jako jej organ, mimo, że mandat im już wygasł i osoby te poniosą odpowiedzialność odszkodowawczą.

Zalety i wady postanowień umowy spółki z o.o. określających kadencję zarządu dłuższą niż rok, zostały opisane w artykule „Najczęstsze pułapki przy reprezentacji spółki„.

Przypadek nr 4 – wspólność majątkowa małżeńska, a udziały w spółce z o.o.

Zawieranie umowy majątkowej małżeńskiej (tzw. intercyzy) to stosunkowo wciąż rzadkość wśród polskich małżeństw. O zgrozo, wciąż utożsamiana jest jako przejaw braku zaufania do współmałżonka. Nie wdając się w dyskusję na temat zalet instytucji rozdzielności majątkowej małżeńskiej, zawsze zawierając umowę spółki z potencjalnym wspólnikiem, warto umieścić w jej treści postanowienie odzwierciedlające treść przepisu art. 183§1 kodeksu spółek handlowych.
Zgodnie z jego brzmieniem „umowa spółki może ograniczyć lub wyłączyć wstąpienie do spółki współmałżonka wspólnika w przypadku, gdy udział lub udziały są objęte wspólnością majątkową małżeńską”.

Dlaczego ma to znaczenie? Brak takiego postanowienia może rodzić wiele przykrych i nieprzewidzianych konsekwencji …niestety zwykle dla spółki i jej właściwego funkcjonowania.
Najczęściej brak intercyzy wykorzystywany jest jako sposób na obejście zakazu konkurencji przez odchodzącego ze spółki wspólnika, bądź też może zadecydować o „przymusowej” zamianie dotychczasowego wspólnika na jego współmałżonka (zwykle w trakcie lub po rozwodzie).

Przykłady z życia zaczerpnięte zostały przedstawione w artykule „Wspólność majątkowa małżeńska wspólnika, a posiadane przez niego udziały w spółce„.

Przypadek nr 5 – spadkobranie, a udziały w spółce z o.o.

Konia z rzędem temu, kto zawiązując spółkę z o.o. zastanowił się choć przez chwilę, w jaki sposób postanowienia umowy spółki regulują sytuację, w której wspólnik „przeniósłby się do lepszego świata”.

Zwykle postanowień w tym zakresie nie uwzględnia się w umowach spółek i w przypadku śmierci wspólnika okazuje się, że do jego majątku spadkowego (w którego skład wchodzą również udziały w spółce z o.o.) roszczą sobie prawa jego spadkobiercy. Mniejszym problemem jest, jeśli są to spadkobiercy wskazani testamentem przez zmarłego wspólnika. Sytuacja komplikuje się gdy, wspólnik nie pozostawił testamentu i do jego spadku uprawnione są osoby zgodnie z ogólnymi regulacjami kodeksu cywilnego.

W obu przypadkach, spółka „zyskuje” nowych wspólników, którzy niekoniecznie muszą się znać na prowadzeniu działalności gospodarczej, często nie rozumieją, że ważniejsze dla rozwoju spółki są inwestycje, aniżeli wypłata osiągniętego zysku w postaci dywidendy.

Z tych przyczyn, już przy tworzeniu treści umowy spółki, warto rozważyć postanowienie, na mocy którego, prawo wstąpienia przez spadkobierców do spółki zostanie ograniczone lub całkowicie wyłączone. Na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że ma ono charakter krzywdzący dla bliskich zmarłego wspólnika. Nic bardziej mylnego. Takiej treści zapis w umowie spółki rozgranicza jedynie prawo potencjalnego spadkobiercy do decydowania o funkcjonowaniu spółki, od prawa do uzyskania spieniężonej wartości udziału w spółce zmarłego wspólnika.

Innymi słowy, spadkobiercy należy się odpowiedniej wielkości spłata w pieniądzu z majątku spółki.

Oczywiście, nic nie stoi na przeszkodzie, a wręcz osobiście zalecam, aby w umowie spółki szczegółowo uregulować zasady tej spłaty, a więc według jakich kryteriów obliczana jest wartość udziału zmarłego oraz w jakich terminach ma nastąpić wypłata należności oraz co istotne czy można zastąpić ją przenoszą na własność spadkobiercy konkretny składnik majątku spółki.

Czy obsługa prawna spółek jest potrzebna wszystkim?

Wbrew powiedzeniu: „mówiły jaskółki, że niedobre są spółki”, prowadzenie działalności gospodarczej przy współudziale innych osób, zamiast w pojedynkę ma więcej zalet, aniżeli wad. Szkopuł tkwi w tym, aby na samym początku tej współpracy jasno określić jej zasady i odzwierciedlić je w indywidualnie sporządzonej treści umowy spółki.

Dla tych zaś, którzy po przeczytaniu tego artykułu wciąż mają wątpliwości czy warto… pozostawiam dwa otwarte pytania w dwóch wersjach (oczywiście z możliwością ich zamiany):

Wersja dla Pań: czy zawsze kupujecie sukienkę „one size” w szarym kolorze, czy jednak lubicie podkreślić właściwym krojem i kolorem materiału kształt swojej sylwetki?

Wersja dla Panów: czy decydując się na zakup samochodu, kierujecie się jedynie parametrami: niskie spalanie, tani w utrzymaniu, pakowny czy jednak bierzecie pod uwagę: czas przyspieszenia do setki, odgłos pracy silnika, dobrą przyczepność…..?

Udostępnij na:
Facebook
Twitter
LinkedIn
Milana Krzemień

Autor

Specjalizuje się w bieżącej obsłudze prawnej podmiotów gospodarczych ze szczególnym naciskiem na spółki prawa handlowego, polegającej w głównej mierze na opracowywaniu, redagowaniu oraz opiniowaniu umów z zakresu prawa cywilnego, w tym prawa pracy i prawa gospodarczego oraz w przygotowywaniu dokumentów korporacyjnych. Posiada doświadczenie w prowadzeniu negocjacji handlowych zmierzających do zawarcia kontraktów oraz w reprezentacji podmiotów gospodarczych przed sądami powszechnymi oraz administracyjnymi. Z uwagi na posiadaną biegłą znajomość języka angielskiego w mowie i w piśmie, również w zakresie terminologii prawniczej oraz zaawansowany poziom języka francuskiego wielokrotnie świadczy czynności obsługi prawnej podmiotów gospodarczych o obcojęzycznym składzie osobowym ich organów. Jest absolwentką Kolegium Prawa w Wyższej Szkole Przedsiębiorczości i Zarządzania im. Leona Koźmińskiego w Warszawie. (maj 2006 r.) Studia prawnicze ukończyła z wyróżnieniem. W ich trakcie była członkiem Kliniki Prawnej w sekcji prawa cywilnego pod zwierzchnictwem Prof.. Fryderyka Zolla. – gdzie brała czynny udział w świadczeniu pomocy prawnej pro publico bono.

Więcej artykułów

Zostaw komentarz